Założyłam, że kończę to, co zaczęłam wcześniej

    Ostatnio brak czasu na pisanie. Ledwie wyrabiam się ze wszystkim. Nawet weny twórczej było brak. Ten wpis będzie długi. Jest tu dużo rzeczy do opisu. Nawet weny twórczej było brak. 
    Ale po kolei. Był taki czas w moim życiu, że coś tam zaczynałam, ale nie kończyłam niczego. A no nie kończyłam, bo uruchomiła się choroba. Pocieszyłam się trzy tygodnie i koniec. Plan był zmieniany. Długo też towarzyszyło mi uczucie, że coś jest nie dla mnie, że ja czegoś nie mogę, nie dam rady, nie nauczę się, kolejny raz nie zrobię, nie dowiozę. Wyciągnęłam jednak plus z tego chaotycznego życia, bowiem, odnajduję się w wielu dziedzinach.
    Przełom moich działań nastąpił, kiedy zaczęłam uczyć się języków. Wytrwałam ze szlifowaniem niemieckiego, a gdy to zrobiłam, to dołożyłam kolejny język i poszło już lawinowo. Ale nauczyło mnie to dyscypliny i tego, że potrafię się nauczyć do końca. Teraz mam z kolei inny problem, ale potem go rozwinę. 
    Wielu ludzi mówi o niskiej samoocenie, problemach emocjonalnych i dlatego nic nie mogą. Mnie to nie dotyczyło, bowiem ja w uniesieniach bycia stwórcą miałam kompletnie inną samoocenę. To akurat dobrze, bo nawet w remisji mi ona została i chyba nie mam nic wspólnego ze skromnością. Nie jestem osobą towarzyską, wielu rzeczy "stworzonych" i "pojętych" nie pokazuję publicznie i nie dzielę się każdym projektem i stworzonym folderem, no ale, jeśli ktoś powie, że jestem świetna, to nawet nie dziękuję, bo jestem tego świadoma i to wiem. Stąd też jestem odbierana dziwnie. Każdy się przecież cieszy na komplementy, na mnie nie robią one wrażenia. Tyle.
    Wracajac. Jakoś końcem marca, początkiem kwietnia zaczęłam arabski. Kiedyś bym go rzuciła po trzech tygodniach. Ciągnę do dziś, dla was krótko, dla mnie to lata świetlne. Jeszcze godzin dołożyłam. Języki pozostałe, które nazywam pobocznymi są kontynuowane także, ale nie z taką częstotliwością (arabski mam 3 razy w tygodniu, inne języki raz). Kiedyś bowiem, musiałam opanować wszystko na super poziomie. Teraz dokładam raz, ktoś powie, że za dużo (co też za chwilę wyjaśnię), natomiast w tym momencie mam priorytet. Jeden to priorytet głowny. Koniec.
    Robię sporo grafiki 3d, będzie mi to potrzebne do pewnych rzeczy, a także przeszłam już do pełnego bootcampa na tworzenie stron i sklepów internetowych, bo cały czas się "douczam". Kiedyś to było nie do pomyślenia, że ja ponad rok będę się uczyła i to jeszcze informatyki. W szkole z niej prawie nie zdałam. Sami więc widzicie, że szkoła nie weryfikuje wiedzy realnej, często zniechęca się tam do przedmiotu. Jako też jestem ze wsi, a do liceum chodziłam do miasta, to wiecie... "Wsioki" miały gorzej. Nie było się miejscowym i nie ma co ukrywać, było inne traktowanie. 
    Obiecałam sobie, że wszystko, co było zaczęte i co założyłam - dokończę. Tak też robię. Udało mi się "wejść" na swoje warunki, pracując na moich warunkach. Ciągle to rozwijam, ale idzie. Potrzebne mi będzie teraz mnóstwo "wolnego" czasu. Wolnego dlatego, że nie będzie on przeznaczony na odpoczynek, tylko na... naukę. A no myśleliście? Także tak, dokańczam.
    Pamiętacie jak kiedyś, na początku pisałam, że chciałabym skończyć studia? I już jestem na tym etapie, że mogę. Ale nie wymyślałam kolejnego nowego, super kierunku z kosmosu. Idę dokończyć stary. Tak zdecydowałam. Mam zaliczone dwa lata, uwielbiałam te studia, marzyła mi się ta maszynownia na statku. Także tak. Wracam na Mechanikę i Budowę Maszyn w specjalności Eksploatacja siłowni okrętowych na Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Czas po prostu to dokończyć, bo było to coś, co przerwała choroba i za czym bardzo tęskniłam. I ktoś powie, że dokładam więcej tej nauki. Otóż nie. Zauważyłam, że mózg pochłania już i zapamiętuje z samej lekcji. Po lekcjach uczę się bardzo mało. Mózg po prostu zapamiętuje na trwało. I to właśnie przez to, że robiłam tak wiele rzeczy na raz, że uczyłam się na raz. Ucząc się języka, ja to po lekcjach powtarzam raz przez 5 minut dziennie. Jest zapamiętane. I to nie jest żadna niezwykła zdolność. To po prostu 7 lat uczenia się wszystkiego i tylu rzeczy. Wiem, że nauka języków rozwinęła pamięć trwałą niesamowicie. Wiem też, że informatyka oraz moja praca mechaniczna na linii w Czechach otworzyła przyswajalność techniczną mózgu. Dlatego właśnie teraz mogę wrócić.
    Tak więc nie wymyśliłam żadnego kierunku nowego, czy zdalnie. Wracam tam, gdzie lubiłam być. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to najcięższa mechanika do nauki. Jest tam nie tylko mechanika, ale też musisz być elektrykiem i automatykiem, a także wiedzieć wszystko o pneumatyce i hydraulice, ale dwa lata dałam radę, gdy inni odpadli. Wtedy. To teraz nie dam? Zostało mi 1,5 roku tak naprawdę, mimo, że te 2 lata pierwsze i tak muszę chodzić i zacząć od pierwszego roku, bowiem wszystko trzeba przypomnieć. 
    Zaczęłam więc dodatkowo przypominać fizykę wyższą, matematykę i naukę o materiałach. Co tam, z matematyki tylko dwa grube tomy książki jakieś 2000 stron, z fizyki 5 tomów, też coś koło 2000 stron, z nauki o materiałach 1500 stron. Trzeba wyrobić się z tym do października. 
    Przeplatam więc to jakoś z moim programowaniem (skupiam się na samych stronach) i na projektach 3d (przydatne do projektów np. silników). 
    A mój problem obecny jest taki, że umiem tak wiele rzeczy, że chyba już wszędzie bym się odnalazła. I to jedyny problem jaki mam.
    Myślę, że musiało minąc tyle czasu, aby głowa przygotowała się do takiej ilości materiału i aby zrobiła to odpowiednio. Poprzez nabranie też doświadczenia przy naprawie maszyn na hali, mam zdecydowanie większe pojęcie o wszystkim. Także rozwijam biznes, aby robić dosłowne "minimum" i skupić się na rzeczach mechanicznych. Te wielkie silniki czekają, podobnie jak spawarki na warsztatach. Myślę, że dlatego właśnie nie wybrałam politechniki ani wtedy, ani teraz, bowiem nie mam ochoty na projektowanie rzeczy, a na naprawianie ich. Uwielbiam siedzieć w komputerze i rozwiązywać realny problem, natomiast jeśli chodzi o naukę jako mechanik, to nie zamierzam siedzieć. Stąd też wybór. Poza tym, to jest coś w tych statkach, tak jak w komputerach. Zawsze ciągnęła ta woda a widok tych maszyn, to coś niezwykłego. 
    Nie mam pojęcia jak to się dalej potoczy, ale przygoda trwa. 
    A teraz o komputerach właśnie. Ostatnio zrobiłam sklep w WooCommerce. Który wygląda bardzo przyzwoicie moim zdaniem. Teraz rozwijam swoje umiejętności w kolejnych językach programowania do sklepów i stron właśnie. Jako, że przypominam matematykę i fizykę, to tworzę też tablice i zadania do tych przedmiotów. Naprawdę dobrze to wszystko wygląda. 
    Siedzę też w programie Blender w dalszym ciągu. Uczę się grafiki 3d, aby umieć robić ciekawe projekty wizualne. Wkrótce przejdę na jakiś bardziej inżynieryjny program. 
    Oprócz tego uczę, robię materiały, uzupełniam na bieżąco portfolio, a nawet mam już klienta na stronę www. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Po tylu latach życia. I oczywiście każdy powie, że to są po prostu niezwykłe zdolności. Wcale nie. To tylko wytrwała praca bez motywacji. Żelazna dyscyplina. Nic więcej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

JESTEM W DOLE PSYCHICZNYM Z SILNIKIEM ODRZUTOWYM - CZYLI WITAJ STANIE MIESZANY

AŻ GŁOWA BOLI - CZYLI KONKRETNE ROZPLANOWANIE CELU

HTML i CSS - robię dużo zadań, wyjęłam niemiecki i francuski, ale mam siłę tylko na to patrzeć, sprzątanie biurka i mało miejsca w grafiku, harmonogram zajęć