PO PORANNYM TURECKIM
Dziś z samego rana doczekałam się połączenia ze Stambułem. I tak oto odbyła się moja pierwsza lekcja języka tureckiego. Trwała ona ponad godzinę. Jestem zafascynowana dźwiękiem tego języka. 2500 słów jest identycznych jak w arabskim, tak więc dwa języki się wspomogą. Mam tu litery alfabetu łacińskiego, niektóre mają kropki jak w niemieckim, a niektóre ogonki. Dużo głosów to polskie sz i cz.
Na pierwszej lekcji mój nauczyciel, jakże sympatyczny Turek, stwierdził, że namiesza mi wszystkiego, aby zobaczyć, czy zapamiętam wymowę. Przerobiliśmy więc 6 liter oraz kilkanaście głosów i łączonych sylab. Wymowa nie sprawiła tu problemów (wcześniej osłuchiwałam się z językiem arabskim). Dostałam feedback, iż moja wymowa języka tureckiego jest bardzo dobra, gdyż ludzie podobno długo uczą się wymowy sylab łączonych. Moja głowa, nie chwaląc się, zapamiętała. Podstawy wzięłam z arabskiego, resztę podciągnęłam polskim i niemieckim. Będzie to bardzo przyjemna nauka.
Mój nauczyciel zaznaczył, że język turecki jest jak matematyka i się nie pomylił. Jest wzór i uczysz się według wzoru. Planuję mieć dwie godziny tureckiego w tygodniu, zostanę wkrótce zasypana materiałem, gdyż o to prosiłam. Nauka języka to przecież nauka własna. Poznałam też 5 liczb oraz osoby ja, ty, my, on, ona, ono. Ale tutaj ułatwienie. On ona i ono to w tureckim ta sama osoba. Będzie tu odwrotność arabskiego, gdyż tam jest inna wymowa dla kobiety, a inna dla mężczyzny. Tutaj tego nie ma. Zastanowię się jak rozplanować wszystkie zajęcia.
A jutro o 20:00 połączenie z Bejrutem, na które czekam, a przypomnienie poprzedniej lekcji w toku.
Komentarze
Prześlij komentarz