WOO COMMERCE UKOŃCZONY, POWSTAŁ MIX, ORAZ TROCHĘ MOJEJ HISTORII I PRZEMYŚLEŃ
Wczoraj przed 21:00, ukończyłam WooCommerce. Wróciłam do JavaScript, no ale, jako że WordPress potrzebuje języka PHP (jest to język programowania po stronie serwera), to znając PHP będę mogła tworzyć własne motywy, czy wtyczki. W środowisku programistycznych PHP uznawany jest za jeden z łatwiejszych języków backendowych. Jak to się ma w porównaniu do JavaScript? Oczywiście, na JavaScript mamy dużo ofert pracy, ale gdzie tam praca u kogoś, nie nadaję się. A nawet jeśli, to PHP jest świetny do CMS, konieczny do WordPress oraz co najważniejsze stabilny. Mnie na początek zależy na jak najlepszym przyswojeniu wiedzy, co do tworzenia stron i sklepów internetowych. Stąd też padło na PHP. Wyjścia nie było.
Do tego w mixie pojawił się również konieczny SQL. Mam więc język zapytań baz danych oraz MySQL, który bazą danych zarządza. Jest również konieczny w WordPress. Szczególnie, jeśli tworzy się sklep internetowy, gdyż przechowuje w nim wszystkie wpisy użytkowników.
I tak oto powstał wczoraj mix trzech, a na ich bazie w trakcie nauki powstaje strona oraz aplikacja. Skończę, pokażę. Chciałabym w weekend, ale nie obiecuję. Wczoraj tak się wciągnęłam, że straciłam poczucie czasu, ale pilnując moich chorobowych zaleceń, zamknęłam wszystko około 23:00 i ubolewałam z tego powodu, bo jeszcze mi się chciało popracować, chociaż k******* nad tym bardzo. Jak to początki. Trochę nie wychodziło. Po czterdziestu minutach poszło.
Taki też początek miałam z samym JavaScript. Chciałam zrezygnować. Stwierdziłam więc, że po prostu zmienię kurs na inny, ponieważ z wcześniejszego nie bardzo wszystko rozumiałam, a znalazłam bardziej dostosowany do moich potrzeb.
A teraz historia. Kiedy byłam w liceum, a były to czasy bardzo odległe, miałam pewnego Pana od informatyki. No i byłam w klasie informatycznie rozszerzonej. Tylko taki profil wtedy był dostępny połączony z rozszerzoną matematyką w I LO w Kolnie. Otóż Pan ten, którego znają osoby, które miały przyjemność do tego LO uczęszczać, zawsze stawiał mi z IT zagrożenie. Nienawidziłam informatyki. Podobnie jak wielu innych przedmiotów oraz całego tego LO. Najgorsza szkoła jak dla mnie. Nie wspominam stamtąd dobrze nikogo i niczego. Jedna wielka pomyłka. Ale co to właściwie pokazuje? Bo owszem, nauczyciel może zniechęcić do nauki przedmiotu. Moja matematyczka mnie zniechęcała, ale mimo to, nadal lubiłam matematykę, tyle, że ucząc się jej sama. IT teraz? Żaden problem, tak, żaden. Bo uczę się sama, swoim własnym tempem, nie trzymam się sztywnych ram 45minut lekcji - przerwa i tak blok 8 godzin, bo tak miałam dwa razy w tygodniu. Bardzo żałuję, że wtedy świadomość nie była tak rozwinięta, że nie chodziło się do lekarzy psychiatrów, bo ten ChAD, to ja mam od urodzenia, jestem pewna. Nie było też czegoś takiego jak szkoła w chmurze, gdzie miałabym dużo swobody i mogłabym podejmować własne decyzje, co do nauki. Już gdzieś pisałam wcześniej, że ze szkoły nie przydało mi się nic. Wszystko co robię od roku, a także wcześniejsza nauka języków, ze szkołą nic wspólnego nie ma.
Krąży też taki jeden mit, że dziecko, młodzież, rozwija się w szkole, bo kontakt z rówieśnikami, ze światem. A ja nie lubiłam tego nigdy, a efekt jest taki, że i tak siedzę w swoim biurze domowym, bo mam przeświadczenie, że funkcjonuję w innym stanie świadomości. Rozmawiać nie lubię, bo nie mam o czym. Oczywiście, są osoby, które mają dużą wiedzę i wtedy są one dla mnie ciekawe, ale przeważnie to ja jestem ciekawsza od reszty. Takie to trochę "narcystyczne", ale aby to lepiej zrozumieć, wyjaśnię to trochę. Otóż wszystko to, co mi wpojono, zostało przeze mnie odrzucone. Indoktrynacja religijna - wyrzucona, a kiedyś wam o tym napiszę, dlaczego właściwie tak się stało, że oto dziś jestem osobą niewierzącą. System nauki wyższej - odrzucony (dziś rozumiem, że dyplom nie jest mi potrzebny), stałam się też osobą kompletnie apolityczną. Jednakże o tym poopowiadam w innym wpisie.
Tak oto żałuję, że nie było platform do nauki własnej za moich czasów, że u nas na wsi nie było np. nauczycieli języka włoskiego, czy francuskiego, do których można by było pójść na korepetycje i nie było zajęć dodatkowych z rzeczy, które naprawdę są przydatne. Szkoda, że w polskich szkołach nie ma nauki o własnym biznesie, o tym, jak go prowadzić, o podatkach, a nawet ta informatyka tak kuleje. Szkoda, bo dziś może byłabym tam, gdzie chciałam.
Ale, co się odwlecze to nie uciecze, dobrze, że trochę lat temu nastał dla mnie czas oświecenia i renesansu i dziś mogę robić to, co chcę i opisywać to na blogu.
Komentarze
Prześlij komentarz