ZUPEŁNIE INNA TREŚĆ, ADOPCIAKI
Dziś nie o nauce, czy pracy, dziś o zwierzątkach. Jak wiecie z mężem mamy mnóstwo adopciaków na dom stały. To taki zwierzęcy azyl, dla tych, które nie tylko były wyrzucane, ale też powracały z adopcji.
4 lata temu adoptowaliśmy pierwszego kota z potrzebami. Albert został znaleziony przy drodze, bez mamy i rodzeństwa. Jak się okazało niewidomy i niesłyszący. Wyglądał jak wszystkie nieszczęścia. Zaniedbany i brudny. Przywiozła go do nas pani, która go znalazła. Wzięliśmy malucha, a po czasie stwierdziliśmy, że szukamy dla niego towarzysza. I tak za dwa tygodnie trafiła do nas Adela, kotka, która mieszkała w stodole. Była dwa miesiące starsza od Alberta. Dla Alberta to był szok. Nowy zapach, bardzo się bał. Ale od tamtej pory żadne zwierzę już mu nie przeszkadza. Zupełnie nie reaguje na inne psy i koty i nikogo się nie boi.
Adela to niezwykle mądry kot, który wychodzi na spacery z Sarą. Pod jej okiem i nosem jest bezpieczna. Ma problemy alergiczne.
Po Adeli wiedzieliśmy, że kupujemy mieszkanie z ogrodem i tak trafiła do nas Sara. Alpejski gończy krótkonożny z myśliwskiego kojca😀 Pies wspaniały. Jednak od szczeniaka rozniosła pół mieszkania, kiedy zostawała sama. Teraz już tego nie robi, bo ma zajęcie.
Po Sarze trafiła do nas Lusia. Suka ze schroniska, którą wzięliśmy chwilę po przyjeździe. Nikt nie znał jej dokładnej historii, ani zachowania, ale bardzo się trzęsła i prosiła o dom. Lusia miała liczne problemy. Atakowała ludzi, psy, nie cierpiała kotów. Spokojnie wypracowaliśmy to, że pies przestał reagować agresją na ludzi, a na koty nie zwraca teraz uwagi i pozwala im nawet ze sobą spać. Jak się okazało Lusia to pies, który był bity. Reagowała źle za każdym razem, gdy mąż brał pasek od spodni. Stąd agresja. Obecnie jest psem bardzo przyjaznym.
Następnie przyszła do nas Zosia. Zosia wyrzucona do śmietnika z fundacji Zwierzaki Bezdomniaki. Zosia była mała, jeszcze chciała mleka i wybrała sobie Sarę na mamusię. Zosia nie jest kotem miziakiem. Jest szalona, ciągle w ruchu, nie usiedzi na kolanach, chociaż w nocy śpi na człowieku. Była anty kocia (do tej pory myśli, że jest psem), ale po roku socjalizuje się z Albertem. Ostatnio całe dnie spędzają razem.
Kolej na Murzyna. To piesek z podwórka, już starszy, 10 lat, po zmarłej mamie męża. Piesek szybko zaadaptował się w domu, nie niszczył, czasem jedynie pod naszą nieobecność zdarza się mu coś obsikać. Generalnie jednak mimo, że nie miał styczności z kotami, nauczył się przebywać z mieszkającymi tutaj.
Teraz Miecia, czyli wąż zbożowy znaleziony przez męża w lesie. Miecia mieszka w terrarium, jest wężem łagodnym, nie ma nic przeciwko, kiedy koty ją obserwują. Ma natomiast, gdy wychodzi na zewnątrz. Nie chodzi sama, jest na rękach, ale nie toleruje bezpośredniego widoku kotów. Psy natomiast jej nie przeszkadzają. Je raz na dwa tygodnie, albo trzy. Zależy.
Tadeusz był wspaniałym kotem, był u nas dwa tygodnie, słabo chodził na tylne łapki, niestety zmarł, prawdopodobnie przez wstrząs po urazie. Tęsknimy za nim.
Przyszedł więc do nas Snake, który nie mógł przyzwyczaić się do życia w kociarni, dlatego, że bił się z kotami. Nie chciał być w izolacji przez pierwsze dni, od razu wskoczył na parapet w salonie i tam ma miejsce.
Rudi był wzięty z drugiej kociarni. Już wracał z adopcji. To niesamowity kot. Wielki, ciężki i bardzo spokojny. Zabrałam więc go. Jest w pokoju z innymi dwoma jeszcze kotami, z racji na swój charakter. A w poprzednim domu podobno bił inne koty... Tu nawet na psa nie syknie.
Z Rudim był jednak w kociarni kot także wracający z adopcji, zalękniony, przestraszony, siedzący w kącie. Jest to kot syjamski. Zabraliśmy go dwa dni po Rudim. Sezam, bo tak ma na imię jest głównie socjalizowany przez męża. Syczy na człowieka, nie lubi kontaktu. Ja siadam po prostu naprzeciw niego i coś robię, aby go oswajać z obecnością na początek.
Zapytano nas też o Tolę z domu tymczasowego od fantastycznej pani, która taki dom prowadzi. Tola ma depresję. Tu jednak jest bardzo ożywiona i zainteresowana otoczeniem. Załapała świetny kontakt z Rudim. Zaczyna się bawić i dużo gada. Znaleziona jako matka nastolatka z kotkami. Jest mniej więcej w wieku naszej Zosi.
W niedzielę dołączy do nas Benio. Niewidomy gończy polski. To kompan dla Sary, chcemy przerzucić instynkt łowiecki na opiekę i współpracę z Beniem. Będzie miała kim się zająć podczas wyjść. Poza tym Benio, jako pies niepełnosprawny nie ma wielkich szans na odpowiednią rodzinę.
Tak wygląda nasza gromada. Podopiecznych u nas jest 12. Każdy czegoś chce. Każdy ma swoje potrzeby. Jeden nie może jeść takiej karmy, drugi innej, dodatkowo Benio prawdopodobnie ma cukrzycę. Ale to gończy, a ja już mam obsesję z tymi gończymi. Obecnie więc miejsc już brak. Na wiosnę będziemy budować ulepszenia na zewnątrz, aby zwierzęta miały swój raj. Kochamy swoje zwierzaki i każdy ma tu spokój, pełne miski, legowisko i swój kąt.
Komentarze
Prześlij komentarz