PAUZA W KURSACH, BO JESTEM W CZARNEJ D.....

     Cóż, cały postęp stanął, nie wiem na jak długo. Od czterech tygodni jestem w zaawansowanej depresji dwubiegunowej. Ostatnie trzy tygodnie były koszmarne. Stan, w którym jestem miał miejsce 8 lat temu, tak więc wróciłam do przeszłości.

    Piszę teraz, gdyż wcześniej nie byłam w stanie w ogóle pisać, stąd jest mnie znacznie mniej na blogu. Korzystając z tego, że podejmuję pewien wysiłek, opiszę czym jest dwubiegunowa depresja i dlaczego uważam, że większość ludzi w dzisiejszych czasach "podpina" swoje "humory" lub też "nastroje" pod depresję, co jest bardzo krzywdzące dla osób naprawdę chorych. Znacznie więcej zaczęłam też dostrzegać w tym epizodzie i wiele rzeczy przybrało zupełnie inny obrót. 

    Tak więc depresja dwubiegunowa jest inna od tej jednobiegunowej (zwykłej), przez wielu psychiatrów, znających się na rzeczy, uważana za gorszą, gdyż znacznie trudniej się ją leczy. Jest to stan kompletnego rozsypania się i rozpaczy, z niewiadomego powodu. Ona nie zawsze ma powód, po prostu przychodzi i odchodzi. Choroba afektywna dwubiegunowa jest stanem, który towarzyszyć mi będzie do końca życia i nie, nie da się jej wyleczyć, a w moim przypadku także osiągnąć długoletniej remisji. Mimo przyjmowania leków, korzystania z terapii (teraz niemal codziennie), nawroty będą zawsze. Cóż, jeśli nigdy nie miałeś/miałaś stanów, że nie wstajesz, bo cały organizm nie ma siły, wymiotujesz, nie myjesz się, a robiąc codzienne rzeczy tracisz równowagę, zapewne nie wiesz, z czym niektórzy muszą się mierzyć. Choroba atakuje mózg, nie jest to zmiana humoru, czy też nastroju, nie jest to chwilowy smutek i płacz. Cały układ mózgu się zmienia. A zaczęło się od pomniejszenia hipokampu, odpowiedzialnego za pamięć i towarzyszą mi spore zaniki pamięci. Spaliłam już trzy garnki. Towarzyszył mi objaw psychotyczny, który teraz jest "uśpiony". Jest to wytwór myślenia bardzo katastroficznego dotyczącego nie tyle mnie, co osób dla mnie ważnych. Wahania w ciągu dnia są spore, płacz bez powodu, ale też irytacja, trochę lżejsze momenty i tak koło się toczy. Schudłam już sporo w ciągu tych tygodni, strasznie chce mi się pić i nie mogę uzupełnić płynów, bo organizm jest już tak osłabiony, że pobiera zapasy wody z organów. Głowa jest stale ciężka, jakby napakowana kamieniami, myślenie jest zaburzone, nie przejrzyste. Do tego typowa w chorobie afektywnej dwubiegunowej gonitwa myśli, takich, o których nikt nie chce wiedzieć. Mózg kotłuje je bez przerwy, nie dając chwili wytchnienia. A co się dzieje w mózgu? Neuroprzekaźniki szaleją, zrywają połączenia między sobą, serotonina i dopamina prawie nie istnieją. Z powodu złego funkcjonowania neuroprzekaźników pojawia się właśnie utrata równowagi. W ciągu dnia pojawiają się lęki niewiadomej przyczyny i jest tak słabo, że chyba w ten sposób właśnie wygląda umieranie.

    Z tego też powodu, w mojej opinii, ludzie "podłączają się" pod depresję, nadużywając tego słowa i nie mając pojęcia czym ona naprawdę jest. Nie, nie wstaniesz, nie zrobisz podstawowych czynności i nie pomoże Ci to, że masz do ogarnięcia dom, czy też dzieci. 

    Na moje szczęście, a właściwie nie jest to kwestia szczęścia, a zdobytej przez lata wiedzy, mam ogromną świadomość tej najtrudniejszej do leczenia choroby psychicznej i "zmuszam się" do robienia rzeczy, na które sił nie mam. Proszę nawet męża, aby zostawiał mi totalny syf, bo wiem, że ważna jest rutyna zadań. I chociaż czasem się "zatoczę", łzy lecą myjąc naczynia, albo towarzyszy mi napad lęku uogólnionego, a zwyczajne rzeczy, które w stanie "wniebowzniesienia" robię w godzinę, teraz zajmują mi cały dzień, to je wykonuję, bo wiem, że jeśli mimo bólu całego ciała, jakby coś rozrywało je na kawałki, kiedy przestanę, to różnie może się to skończyć, najczęściej w bardzo "nieodpowiedni" sposób. 

    Drugim problemem tej choroby są stany mieszane. Moje kontrole psychiatryczne są cotygodniowe, a z terapeutą widzę się co najmniej 3 razy w tygodniu. Dlaczego stan mieszany jest niebezpieczny? Bo łączy w sobie wszystkie najgorsze cechy depresji oraz najgorsze stanu maniakalnego. Czyli masz silne myśli samobójcze, pojawiają się tendencje (sprawdzanie "jak"), a z drugiej strony dostajesz nagle niesamowitej energii i odwagi. To wtedy właśnie dochodzi do próby "s". Stan mieszany w przeszłości miałam trzy razy. Wtedy jednak nie byłam tak świadoma wszystkiego, jak teraz. Tak więc, kiedy pojawiła się u mnie irytacja, natychmiast to skonsultowałam ze specjalistą. Jestem jeszcze daleko od "przyjemności" zaznania go ponownie. 

    Dzisiejszy dzień przyniósł mikro krok do przodu, gdyż udało mi się przeczytać aż 10 stron książki i o dziwo zrozumiałam, co czytam. Tak więc jest nadzieja, chociaż jak wiemy, to matka głupich. 

    Jeśli jesteś też w takiej depresji, to będziesz się izolować od jakichkolwiek kontaktów społecznych. Żadnych imprez, spotkań w dużym gronie, częstych publikacji na Facebooku. Wiadomości też raczej nie odczytuję, a jeśli już, to kończę wypowiedź jednym wyrazem. Jeśli coś wstawiam, to jest to tekst piosenki, który do mnie przemawia w danym momencie lub też tak jak dzisiaj kolejna książka do przerobienia. Wstawiam, więc wiem, że ukończę. 

    Zauważana jest też stygmatyzacja, a mianowicie, nikt się do Ciebie nie odezwie i nie porozmawia o normalnych rzeczach (nie trzeba pytać "jak się czujesz" i lepiej mnie o to nie pytać przez najbliższe pół roku, ale napisać o lekkich rzeczach, takich jak zakupy, czy pogoda. Jest to dziwne zjawisko, bo jeśli masz raka, to masz normalne kontakty, ale jeśli masz chorobę psychiczną, to ludzie się Ciebie albo boją, albo nie wiedzą jak mają reagować, bo przecież to nieznane wariactwo. Ja nie proszę o żadną uwagę. Mam nieliczne osoby, które się nie boją i podchodzą do tego jak do choroby fizycznej. Jeśli jednak mogę, to uświadamiam, że warto się w tej kwestii edukować, gdyż w tym świecie ludzie są coraz bardziej zaburzeni i oby nikt tej wiedzy nie potrzebował, ale zawsze jest jednak jakieś ryzyko, że będzie to przydatne. 

    I tak oto zrobiłam dziś wykład na temat tego, że choroba psychiczna, to nie humor, tylko zmiany w mózgu, które przekładają się na funkcjonowanie każdego organu w ciele. Tak naprawdę wiąże się to też z chorobą fizyczną, o czym większość ludzi nie ma pojęcia. 

    Mogłabym opisywać to, co się dzieje, ale stron mi zabraknie. Jest to też dla mnie spory wysiłek, ale będę pisać od czasu do czasu. Teraz skupiam się na wyjściu z tego stanu, na swojej rodzinie oraz dzieciach, które uczę. Wiem też, że po wyjściu z tego stanu, nadal będę radzić sobie znacznie lepiej, niż niektórzy zdrowi ludzie i nie zamierzam rezygnować ze swoich założeń, ponieważ mam ogromne wsparcie w mężu, który mi w tym pomoże. 

    Pozdrawiam. Do następnego napisania.

    


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

JESTEM W DOLE PSYCHICZNYM Z SILNIKIEM ODRZUTOWYM - CZYLI WITAJ STANIE MIESZANY

AŻ GŁOWA BOLI - CZYLI KONKRETNE ROZPLANOWANIE CELU

HTML i CSS - robię dużo zadań, wyjęłam niemiecki i francuski, ale mam siłę tylko na to patrzeć, sprzątanie biurka i mało miejsca w grafiku, harmonogram zajęć