JAK TO JEST UCZYĆ WŁASNEGO MĘŻA I DLACZEGO DOPIERO TERAZ?
Z moim mężem poznaliśmy się w roku 2019, czyli 6 lat temu. Rok później wyjechaliśmy do Kamiennej Góry i kilka lat wynajmowaliśmy tam mieszkanie. 6 lat znajomości, prawie tyle samo mieszkania razem. Ja się ciągle uczyłam, bo wiedziałam, że w końcu przyniesie to profity, o czym wspominałam w pierwszych wpisach. Od samego początku "naciskałam" na mojego męża, aby też zaczął robić coś w kierunku polepszenia swojej przyszłości, a tym samym naszej wspólnej. Namówiłam go na kurs prawa jazdy, zdał za pierwszym razem, z czego obydwoje byliśmy bardzo dumni, a potem po prostu przestał robić cokolwiek. Nie miał żadnych zainteresowań, oprócz przeglądania telefonu, rolek na facebooku i tiktoku. No i za każdym razem, gdy zmuszałam go do wysiłku intelektualnego, słyszałam kilka z wymówek, które wymieniałam przy okazji innego wpisu. Najczęstsza była ta, że nie jest zdolny, że nie zapamięta, niczego się nie nauczy, nie ma do tego predyspozycji. Pamiętacie skąd się bierze ta wymówka i jakie jest jej wyjaśnienie? Zajrzyjcie jeszcze raz do wpisu: Te wszystkie wymówki... Nie będę ukrywać, często były przez to kłótnie. Prowadziło to do tego, że naprawdę nie mieliśmy tematów do rozmowy, bo kiedy jedna osoba mocno odskakuje, druga nie ma wyjścia, musi gonić, by mieć o czym prowadzić dyskusje.
Mój mąż nie ma wyższego wykształcenia, podobnie jak ja. Ja ukończyłam szkołę średnią, on zawodówkę w zawodzie cukiernika. Jednak nigdy nie wykonywał zawodu, bo podobnie jak większość młodych ludzi, źle obrał drogę. Na tak wczesnym etapie życia, człowiek tak naprawdę nie ma pojęcia, co chce robić i dlatego tak często ludzie się przebranżawiają. Na całe szczęście, żyjemy w takich czasach, że zdobycie specjalizacji z jakiejś dziedziny w dobie kursów online jest łatwa (jeśli oczywiście sami chcemy się uczyć).
Mariusz musiał sam dojść do tego, że chce coś w życiu zmienić, że chce posiadać wiedzę, dobrą pracę, z której będzie miał satysfakcję i przede wszystkim pozbyć się negatywnych, leniwych myśli z własnego mózgu. I w końcu po tylu latach nastąpił przełom. A mianowicie pojawił on się w chwili, kiedy dostałam świetną pracę zdalną, a wtedy poczuł, że też nie chce być przywiązany do jednego miejsca na ziemi, pracować tyle dni w roku, by dostać dwa tygodnie urlopu na wakacje i dwa na święta Bożego Narodzenia. Też odkrył, że chciałby pracować jak ja, móc jeździć w różne miejsca i pracować nawet będąc na fajnych wakacjach. Można bowiem jechać gdzie się chce, nawet za granicę, przepracować swoje godziny, a popołudnia wykorzystywać na zwiedzanie i relaks w dowolnym zakątku świata. To też go zainspirowało. Gdy kiedyś powiedziałam mu kwotę, jaką w przeciągu dwóch lat zarobię, nie wierzył. A nawet wydawało się to mu śmieszne. Nie miał pojęcia, że jest możliwa dobrze płatna praca i to z domu, nie tracąc czasu na dojazdy i nie lejąc litrów paliwa, by się dokądś przemieścić.
Zainspirowany mną, w końcu sam doszedł do wniosku, że chce spróbować, a może się uda. I uda mu się na pewno. I tak oto mieliśmy 4 spotkania na naukę pakietu Microsoft Word. Trwały po 45 minut każde. Dało to nam 180 minut, podczas których nauczył się formatowania tekstów i tabel, a muszę powiedzieć, że robi to bezbłędnie i nie sprawia mu to żadnych trudności. A to zaledwie 180 minut. 3 godziny. Sami widzicie jak to niewiele. Muszę go tu bardzo pochwalić, ponieważ nigdy nie miał styczności z komputerem, nie umiał niczego wydrukować, połączyć się zdalnie z drukarką, czy zeskanować dokumenty. Tego wszystkiego też już go nauczyłam. Jest to też wielkie wytchnienie dla mnie, dlatego że nie będę musiała już przygotowywać mu, skanować i drukować żadnych dokumentów, wszystko zostało przećwiczone i wszystko to już robi sam. Może wam się to wydać dziwne, ale nie każdy z nas miał w domu możliwość z korzystania z komputera za młodu i ćwiczenia tak ważnych umiejętności. Nie każdy miał świetny start w dorosłość. Ci, którzy taki mieli, powinni naprawdę bardzo to docenić.
Jak taka nauka wygląda z mojej perspektywy? Nie jest to dla mnie nic innego od uczenia "obcych ludzi". Z nich robię specjalistów w nauce języków, a z męża specjalistę w wielu dziedzinach. To jedyna różnica i wiem, że tu może być dla mnie trochę trudniej. Nie będę oszukiwać, dzieci, które uczę, mają pewną "wydolność" mózgu, bo są w stałym kontakcie z nauką. Osoby dorosłe, które uczę również, ponieważ każda z nich w jakichś kierunkach wciąż się szkoli. Z moim mężem jest tak, że mózg się "zastał", dlatego, że nie długo nie przyswajał żadnych materiałów. Aby zaczął być "plastyczny", muszę wprowadzić wiele ćwiczeń. Jednym z nich jest czytanie książek. Otóż Mariusz zaczął czytać literaturę, nie jakoś po 100 stron dziennie, ale na dobry początek 10-20. To bardzo rozwija zasób słownictwa, ćwiczy umysł oraz prowadzi do tego, że zaczyna on się odbudowywać. Pojawiają się nowe neurony, a tym samym nauka staje się łatwiejsza. Przyswaja się dużo szybciej. Oczywiście na kompletnie dobrą przyswajalność, potrzeba nam trochę czasu. Wczoraj uczyliśmy się 90 minut. Dało to nam bardzo dobry efekt, chociaż ja byłam zmęczona i nie tak wydajna jako nauczyciel, gdyż po pracy miałam dwie lekcje z moimi uczniami, potem mąż, także zaczęłam dzień pracy o 8:00, skończyłam o 20:00. A gdzie jeszcze moje zajęcia? Na szczęście, widząc to, jak on bardzo chce, daje mi to wytrwałość, by również trzymać się mojego planu.
Po zakończonym szkoleniu w Microsoft Word, usłyszałam: "to jest łatwe, zmarnowałem tyle lat, a do tej pory mogłem nauczyć się tylu rzeczy". Sam teraz widzi, że niewiele potrzeba, by ogarnąć pierwsze podstawy i zrobić tak ważne kroki w drodze po lepszą przyszłość. Jakie będą jego kolejne reakcje, opiszę po pewnym czasie i kliku lekcjach angielskiego. Na pewno wytrwa, bo widać w nim tym razem wielką determinację. Sam przypomina mi o nauce, bierze komputer i prosi o zadania do zrobienia. Mogę być i jestem bardzo dumna. Wiem, że będąc zdeterminowany, ukończy wszystko, co dla niego zaplanowałam. Będę potrzebowała jego pomocy, gdy otworzę już własną firmę, dlatego jego motywacja jest jeszcze większa. Chciałby być dyrektorem i ja się z tego nie śmieję. Nie ma z czego, bo to jest możliwe i na pewno mu się uda. Nie jest człowiekiem głupim, po prostu nigdy nie miał odpowiedniego wsparcia i kogoś, kto poprowadziłby go odpowiednią ścieżką. Cieszę się więc tym bardziej, że posiadam ogromną wiedzę, którą mogę mu przekazać. Wiem, że czeka go wspaniała przyszłość. Oboje mamy 35 lat i wkrótce zbudujemy swoje małe (albo wielkie) imperium. Uda się. Najważniejsze, że razem:)
Komentarze
Prześlij komentarz