NIE ŚPIĘ PO NOCACH BO MARZENIE STAŁO SIĘ RZECZYWISTYM CELEM

    Wielu z was pewnie myśli, że uczę się, pracuję, aby jakieś tam 15000 zarobić. Otóż nie. Mój rzeczywisty plan, a właściwie to już rozpisany cel, do którego podążam, to miliony. Tak, miliony. Zrobiłam pierwszy krok, najpierw nauczyłam się jednego języka, potem kolejnego, następnego, kończyłam kursy sprzedaży i jestem tu gdzie jestem po dwóch latach. A po tych dwóch latach jestem bardzo, bardzo daleko. 
    Wcześniej pisałam, ile zrobiłam podczas strasznego okresu depresyjnego, długo to analizowałam i wiecie co, wielu zdrowych tego nie zrobi? Taka jest prawda. Nie wiem, jak pracują wasze mózgi, ale wiem, jak pracuje mój (zasługa choroby). Potrafię zapamiętać trwale w tym momencie 100 słów języka obcego w ciągu dwóch godzin, zapamiętuję kursy z niewielkimi notatkami, właściwie, to wynotowuję tylko rozdziały i podrozdziały, potem na nie patrzę i znam odpowiedź. Pamięć zapisuje to trwale. Nauka nie jest dla mnie wyzwaniem. To moja przyjemność i pasja. Dostosowałam swój twardy dysk do przyjmowania i zapisywania na nim informacji. Mam też pewne techniki, o których napiszę, jeśli jesteście zainteresowani.
    No i teraz kwestia marzeń. Wiecie, wcześniej to wszystko to była mrzonka. Która po takim czasie walki się urzeczywistniła. Jeśli nie działasz, twoje marzenie zostanie tylko marzeniem. Ja poprzez perypetie z mózgiem miałam wielki problem z działaniem. Miałam tysiące pomysłów na minutę, wszystko zaczynałam, niczego nie byłam w stanie dokończyć. To trwało latami. Świetny nastrój, cztery miesiące, bach, depresja, myśli samobójcze, niemoc, bezradność. Wszystko legło zawsze w gruzach. Ale już nie tym razem. Tym razem mimo depresji, codziennych ataków lęku, halucynacji i omamów słuchowych dotarłam tak daleko, że po podsumowaniu duma mnie rozpiera. Pisałam wam wcześniej o tym, ile godzin udało mi się przerobić podczas depresji, możecie wrócić do tego wpisu i zerknąć jeszcze raz. Idę dalej. Nadal jeszcze mam depresję, obecnie to stan mieszany. Już wam mówię, co to takiego. Tu już depresja, czy mania nie trwają po roku, ale mieszają się ze sobą w ciągu dnia. Pisząc to mam tzw. spadek. Ale piszę, mam też pootwierane już wszystkie potrzebne mi dzisiaj zakładki, dzień jest rozpisany, trzymam się zapisków. Pewnie około 9 dostanę już spodziewanego przypływu energii, ale u mnie przypływ energii nie wygląda jak u Ciebie. U mnie jest to nienaturalna energia, czuję się jak bóg, nie ma żadnych ograniczeń. I pomyślicie sobie, pracuję i tak mam czas podczas pracy, żeby być na fb, czy tiktoku. Nie mam czasu, ale umiem podczas tego przypływu robić dwie rzeczy na raz, rozmawiać i pisać, pisać i oglądać. Czemu więc by tego nie wykorzystać?
    No i tu przechodzimy do mojego rzeczywistego już celu, który konsekwentnie realizuję. Otóż ja chcę położyć rodzicom milion na stole i powiedzieć "dziękuję". To oni nigdy nie zwątpili, to oni wytrzymali, to oni szukali mi lekarzy, to oni są najlepszymi opiekunami mojego dziecka, to tata jeździł za granicę pracować ciężko, abyśmy mieli dobrze, za każdym razem przywoził mi sprzęty elektroniczne, o które prosiłam, to on był powiernikiem (i teraz też jest) rozmów, to on nie przepuścił odwiedzin u mnie w szpitalach, za każdym razem, gdy w nich byłam. To mama śpi na materacu na podłodze, bo mała Julitka zajmuje całe łóżko, to ona ze łzami w oczach zostawiała mnie na oddziale szpitala w Choroszczy, to z nią mogę porozmawiać. 
    A więc jestem na drodze do miliona, rozpisuję plan rozbudowanej firmy, robię analizy ryzyka, to tym się też w nocy zajmuję. Wkrótce podejmę ryzyko, ale ryzyko z ugruntowaną wiedzą, to po to mi te kursy. Nie będę człowiekiem, który nie ma pojęcia o biznesie i skazuje ten biznes na kryzys. Muszę być świadoma struktur, poruszania się w tym środowisku, ludzi, których zatrudniam, muszę znać każdą dziedzinę, którą oni będą się zajmowali. Mój cel to nie etat, mój cel wykracza dużo ponad. Miło mi jest, że tak wielu z was mi kibicuje, że czytacie moje wpisy, dziękuję za to wsparcie. I jest mi bardzo miło, że możecie na tę moją drogę popatrzeć. Oprócz sukcesów opiszę wam każdy mój kryzys, każde potknięcie, każdą porażkę, bo takowe czekają na drodze. Ale kochani, to jest nic. To nic w obliczu prób samobójczych i napadów lęku. To jest do przejścia. Ja nie mówię, ja robię. A publikując to, jestem bardziej zdeterminowana i z każdym dniem coraz bliżej do celu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

JESTEM W DOLE PSYCHICZNYM Z SILNIKIEM ODRZUTOWYM - CZYLI WITAJ STANIE MIESZANY

AŻ GŁOWA BOLI - CZYLI KONKRETNE ROZPLANOWANIE CELU

HTML i CSS - robię dużo zadań, wyjęłam niemiecki i francuski, ale mam siłę tylko na to patrzeć, sprzątanie biurka i mało miejsca w grafiku, harmonogram zajęć