NIE WYMAGAJ OD SWOJEGO DZIECKA CZERWONEGO PASKA!
Dziś opiszę jakie przeszkody napotykam podczas nauki. Muszę się cofnąć o ponad 20 lat, aby opowiedzieć o tym, jakie ja napotykałam przeszkody jako dziecko, dlaczego w liceum miałam same dwójki, a korzystając z tego, że sama jestem nauczycielem, czy też lektorem, jak kto woli i mimo tego, że nie uczę prywatnie, a nie w szkole, to mam jednak styczność z dziećmi i młodzieżą i mogę się na ten ważny temat wypowiedzieć. A więc system szkolnictwa jest totalnie wadliwy i przez tyle lat nic się w nim nie zmieniło. Już te dwadzieścia kilka lat temu uczniowie byli ogromnie obciążeni przez system szkolnictwa, który nie dawał im wytchnienia w domu od poniedziałku do piątku, jak i w weekendy. Cały czas sprawdziany i kartkówki no i te przygotowanie do egzaminów, które jakiś "mądry" ułożył. Już tyle lat wstecz uczęszczałam na dodatkowe zajęcia z angielskiego, niemieckiego, fizyki, chemii no i matematyki. Tak, 5 przedmiotów dodatkowo poza szkołą. Teraz obserwuję ten sam trend. Co więcej, o ile nie chcesz być lekarzem lub kończyć politechniki, ta wiedza na nic się zda. Nawet ta wiedza dotycząca języków obcych, bo są one nauczane w zły sposób. Np. przygotowanie do matury z języka angielskiego, z poziomu podstawowego, wygląda tak, że nawet ja, mając certyfikat najwyższej znajomości języka nie znam tych słów. Nauczane w szkołach konstrukcje zdaniowe nie są przez nikogo używane. Dzieci często nie potrafią powiedzieć jednego zdania w danym języku, czy zrozumieć najprostszego filmu. Ich wiedza polega na tym, że automatycznie muszą wypełnić lukę w zdaniu z konkretnego czasu gramatycznego lub wstawić przez nikogo nie używane archaiczne słowo. Tak to obecnie wygląda i tak wyglądało kiedyś. Uczyłam się mówić na dodatkowych lekcjach, a pisać w domu. Mój problem w rozumieniu tego, co mówi do mnie osoba anglojęzyczna był ogromny. I myślę, że po nauce w polskiej szkole, może to powiedzieć każda osoba na emigracji. Nauka teraz to ogromny koszt. Wyobraźcie sobie, że wasze dziecko musi mieć godzinę dodatkowych zajęć z pięciu przedmiotów tygodniowo (około 80zł za godzinę), co generuje koszt 400 zł tygodniowo, czyli 1600zł miesięcznie, a co, jeśli macie więcej niż jedno dziecko. Nauka więc nie jest darmowa, ona kosztuje, bo, tu mówię o języku angielskim, jest źle nauczany w szkole.
Presja na dzieciach w szkole jest ogromna. Dodatkowo rodzice wymyślają sobie, aby ich dziecko było naj naj z każdego przedmiotu. Pokolenie perfekcjonistów. Częsty argument: "Chcę, abyś miał lepiej ode mnie". Pozwólcie, że się wypowiem. Kto czyta, to co piszę, to wie, że ja miałam same dwójki. Na etapie dziecka nikt nie ma tak naprawdę pojęcia, co chce w życiu robić. Zobaczcie, gdzie z tymi dwójkami jestem teraz. Jest wiele takich osób. Wymaganie od dziecka, aby miało czwórki i piątki jest totalną bzdurą. Takie dziecko nie ma prywatnego życia, nie ma czasu na swoje zainteresowania i żyje z presją, że musi wykręcić sto procent możliwości. Dajcie dzieciom mieć czwórki i piątki z tego, co lubią, z czym się dobrze czują, a z reszty niech tylko zdają. Prawda jest taka, że w dorosłym życiu, to piątkowi uczniowie pracują na trójkowych. Często to ci, w szkole uważani za mało zdolnych, zakładają wielkie firmy i dają miejsca pracy, właśnie tym z czerwonymi paskami. Dlaczego tak się dzieje? Otóż, jeśli chcesz być dobry ze wszystkiego, będziesz dobry z niczego. Ja sama szkolę się z dwóch dziedzin: informatycznej oraz handlowo-marketingowej. Reszta byłaby obciążeniem i koniec końców nie zdobyłabym żadnej umiejętności i w żadnej dziedzinie nie byłabym naprawdę dobra. Wybrałam więc dwie i odnoszę sukcesy. W późniejszym etapie podzielę się nimi z wami.
Szacunek do nauczyciela. Totalnie zmarniał. Nauczyciele są nie szanowani, rodzice ciągle mają jakieś dziwne wymagania, a gdy dziecko zawini, szczególnie te piątkowe, bronią swojego synka lub córeczki zaciekle. Przecież to wybitna istota. Kiedyś tych wszystkich skarg nie było, mamusia i tatuś nie latali ciągle do szkoły. Są też wspaniali rodzice, którzy potrafią uczyć szacunku, ale dużo osób ten szacunek zatraca. Na nauczycielach jest ogromna presja, żyją w stresie, ale przecież tyle wakacji mają. No super i użerają się ze wszystkimi wokół za marne grosze. Poczytajcie sobie ile początkujący nauczyciel ma na starcie. Nawet później to wciąż nic za tak ciężką pracę. Rośnie tylko najniższa krajowa, realnie w wielu sektorach, gdzie trzeba lat przygotowań podwyżek nie ma.
Są też tzw. wymagający nauczyciele z cyklu "mój przedmiot jest najważniejszy". Sama na takiego kiedyś natrafiłam. To złośliwi ludzie, z tendencjami narcystycznymi, którzy "zawalą" dziecko toną materiału, bo przecież to takie ważne. Weźmy np matematykę. W normalnym życiu, o ile nie chcesz być inżynierem, na nic zdadzą się Tobie wszystkie te funkcje i całki.
Podsumowując dzieci są bardzo obciążone obecnym systemem edukacji szkolnej. Nie wymagajcie od nich perfekcji, nie miejcie wygórowanych oczekiwań, nie projektujcie na swoje dziecko czegoś, czego sami nie potrafiliście osiągnąć. Nie mówcie o nauce, jeśli sami nie siedzicie po nocach. Wasze dziecko sobie poradzi, tak jak ja z dwójką:)
Komentarze
Prześlij komentarz