NO I JAK TO SIĘ ZACZĘŁO...

     Któregoś dnia, mając 30 lat, budzisz się i czujesz się po prostu stary. To uczucie jest spowodowane tym, że masz na koncie brak osiągnięć. Żyjesz byle jak, oby tylko parę złotych wpadło Ci na konto. Robisz rzeczy, których nie chcesz robić, żyjesz jakbyś był martwy, albo przynajmniej tak, jakbyś siedział w ciele obcym i czekał na kolejną życiową tragedię. Bo przecież nic dobrego się nie wydarzy, swoje dni spędzasz w pracy, której nie lubisz, albo, co gorsza, wcale jej nie masz. Za to, to co masz, to 0 na koncie, albo jeszcze bardziej tragicznie - długi. Tak przyzwyczaiłeś się do tej egzystencji, że oprócz tego, by coś zjeść i wziąć prysznic, nie masz żadnych marzeń. Przychodzi weekend, czas wypić kilka piw i zapomnieć. Tak, ja tak robiłam. W końcu trzy podejścia do studiów i nie ukończenie żadnego kierunku to dla mnie była etykieta osoby przegranej. W dodatku żyłam z piętnem strasznej choroby, która nie pozwoliła iść dalej i nie mogłam dostąpić zaszczytu chociażby zdobycia licencjatu. Ale dokładnie o tym opowiem innego dnia, bo mam świadomość, że wielu ludzi myśli sobie, że mam super kolorowo i z niczym się nie mierzę i tu chcę zapewnić was, macie znacznie lepiej ode mnie. Na poparcie tego faktu, w następnych naszych spotkaniach na blogu opiszę wam to dokładniej. Uwierzcie mi, możecie zdobyć wszystko, co chcecie, mając tą wyższość nade mną, że jesteście zdrowi. W dalszych moich tekstach, odwołam się jednak, do części z was, która mierzy się ze stresem, depresją, lękami, niską samooceną, beznadzieją, krytyką, hejtem, niepełnosprawnościami, ADHD, zespołem aspergera, agresją, uzależnienimi, halucynacjami, wszelkiego rodzaju omamami, fatum itd. Tak, mam to wszystko. Póki co przejdę jednak do sedna sprawy.

Czyli jak to się zaczęło.

Moja przygoda z językami:

Jak już się w sobie zebrałam, jeśli kiedykolwiek w ogóle jestem "zebrana", przyszedł mi do głowy pomysł. Znałam angielski wybitnie. Jedyne certyfikaty i kursy, które udało mi się zrobić, to te z języka angielskiego. Miałam tę przyjemność, że uczyłam się tego w Anglii, a tamtejszy system nauczania jest zupełnie inny niż ten polski. Coś o tym wie Agnieszka, moja ciocia, która też uczyła się na wyspach i którą serdecznie pozdrawiam i w pierwszym wpisie dziękuję za duchowe wsparcie.

Tak więc, znając już angielski, pomyślałam, skoro miałam w szkole niemiecki i jakieś tam podstawy mam, to kupię sobie książki i zacznę uczyć się sama. Wydałam pierwsze 100 zł na książki do języka niemieckiego wydawnictwa Preston Publishing, które bardzo polecam do samodzielnej nauki języka. No i zaczęłam. Szło opornie. Wbrew opinii innych osób, że taka zdolna jestem i uhuhu i mam taki mózg, jakiego oni nie mają, mogę dziś z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że to brednie. Nie mam wbudowanego żadnego komputerowego systemu operacyjnego w mojej głowie, nie posiadam żadnego niezwykłego talentu, nie urodziłam się z niesamowitym darem i nie zawarłam paktu z samym diabłem. Niebiosa też nie były mi przychylne. Ja po prostu bardzo chciałam. A, że w tamtym momencie byłam ogarnięta szaleństwem, to jeszcze bardziej mi się chciało.

Chciałam też jednak zrozumieć swoją trudną osobowość i wtedy wpadła mi w ręce książka Thomasa Eriksona "Otoczeni przez idiotów". Książka o odważnym tytule, która wiele zmieniła. Jest ona oparta na czterech kolorach osobowości. W ten sposób dowiedziałam się, że jestem czerwono-niebieska. Dowiedziałam się też, dlaczego z innymi się nie dogaduję i siedzę w swojej samotności. Samotność wcale nie jest najgorszą rzeczą, a na pewno nie dla mnie. Więcej o książce opowiem wam na filmie, który "się" montuje. 

Po miesiącu zrobiłam spory postęp ucząc się, gdy miałam wolne, w tamtym czasie pracowałam 12 godzin, 15 dni w miesiącu. Spędzałam na nauce pół godziny. Pomyślałam jednak, strasznie podoba mi się język włoski, a korzystając z promocji, kupiłam też pakiet francuski i hiszpański. Oglądałam filmy na youtube w których poligloci zdecydowanie odradzali naukę kilku języków na raz. Ale co tam, ja wrzuciłam wszystkie języki na raz na mój twardy dysk, spędzając trzy godziny na ich nauce. 

Mąż, którego też serdecznie pozdrowię, dziwił się, jak to właściwie ogarniam, biedny, nie rozumiał też, po co to robię. Ja robiłam to, bo lubię się uczyć. W którymś momencie postanowiłam, że jak się nauczę, to zmienię perspektywę stagnacji. wegetowania, a że miałam wtedy nadmiar energii, postanowiłam, że stanę się dzięki temu obrzydliwie bogata😅 Tu też ukłon w stronę mojego wspierającego męża, w końcu też przecież stanę się sławna😅 no a kto by nie chciał mieć takiej żony? 😅

Przechodząc dalej, mijały dni, miesiące, a im więcej umiałam, tym mniej czasu potrzebowałam, by przyswoić kolejny materiał. No i dzisiaj, po dwóch latach, mogę powiedzieć, jestem poliglotą i kroczę drogą, ku mojemu bogactwu😅

Szczegóły każdej części tych wpisów będę rozwijać na nagraniach, będzie mi łatwiej i szybciej, opowiadać o mojej drodze i wszelkiego rodzaju perypetiach. Rozwinę dla was tę wypowiedź, opowiem o technikach nauki języka, a także w ogóle o tym, jak mózg przyswaja wiedzę.

Tak więc, tak to się wszystko zaczęło, tak trwa do dzisiaj i dalej będzie trwało, chociaż nadeszły dla mnie w ostatnim czasie duże zmiany, na plus oczywiście. Rozwijam się nadal, chciałam też napisać, że to "pisadło" na blogu będzie też zaczątkiem książki, nad którą pracuję. Mam nadzieję, że uda mi się ją wydać jeszcze w tym roku. Mogę też zdradzić, że zaczynam pracę w agencji marketingowej, zupełnie nową dla mnie dziedziną i spędzam wieczory kształcąc się w tym kierunku, o tym, czym będę się dokładnie zajmować opowiem później.

W tym pierwszym wpisie chciałam też podziękować moim cudownym rodzicom, którzy przeszli ze mną wiele, bardzo was kocham, dziękuję za wsparcie i wkrótce za wszystko się wam odwdzięczę. Dziękuję też Pani Iwonie, za każde jej dobre słowo, przychylne komentarze oraz nasze produktywne rozmowy, szczególnie gdy odwiedzałam Panią, będąc w rodzinnym domu. Każda z nich pchnęła mnie w dobrym kierunku, jest Pani niezwykłym człowiekiem. Dziękuję również Pani Halince, która wiem, że we mnie wierzyła. Tak jak, trzy dni temu pisałam Milence, nie znam chyba drugiej tak pozytywnej osoby, zawsze z uśmiechem na ustach. Z całą pewnością nie znam:)

Piszę już ponad godzinę, także kończę wstęp. Na filmach, które udostępnię na moim kanale, tak jak wspomniałam, będę uzupełniać wpisy, polecać wam literaturę oraz czekać na wiadomości zwrotne i komentarze. 

Kończąc, życzę wam dobrej nocy, mam nadzieję, że wkrótce zobaczymy się na moim kanale. Serdecznie was pozdrawiam i ściskam.

Marzenia się spełniły, ale nie zdradzę wszystkiego od razu. Byłoby to zbyt nudne:)

Joanna

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

JESTEM W DOLE PSYCHICZNYM Z SILNIKIEM ODRZUTOWYM - CZYLI WITAJ STANIE MIESZANY

AŻ GŁOWA BOLI - CZYLI KONKRETNE ROZPLANOWANIE CELU

HTML i CSS - robię dużo zadań, wyjęłam niemiecki i francuski, ale mam siłę tylko na to patrzeć, sprzątanie biurka i mało miejsca w grafiku, harmonogram zajęć