CO TO JEST TEN CHAD? CZYLI O ZDROWIU PSYCHICZNYM
Ten wpis będzie dla mnie dość emocjonujący, gdyż dzielę się w nim sprawą osobistą. Jednakże jest to wpis bardzo ważny, bez którego nie pójdziemy dalej.
Jestem osobą chorą, zmagam się z "nieciekawym" schorzeniem, jakim jest choroba afektywna dwubiegunowa (w skrócie CHAD). Mówię o tym, dlatego że ważne jest żebyście coś zrozumieli. Mianowicie to, że są wśród was osoby, które o tym nie mówią, ale podobnie jak ja, mierzą się z chorobami psychicznymi. Wśród ludzi występuje tendencja, że osoby chore psychicznie są wciąż piętnowane, nierozumiane, odepchnięte. Dlatego muszę o tym wspomnieć, abyście byli też bardziej świadomi tego, z czym codziennie muszę się mierzyć.
Od zawsze byłam osobą inną, a przynajmniej zawsze tak się czułam. Jakoś nie pasowałam, byłam nadmiernie wrażliwa, zalękniona, niepewna. W liceum siedziałam sama i nie integrowałam się z grupą rówieśników. Jak żałowałam, że nie mam indywidualnego toku nauczania! Po szkole poszłam na pierwsze studia, rzuciłam je jednak szybko, wyjechałam z kraju, bardzo wiele złego działo się wokół mnie w tamtym okresie mojego życia. Po powrocie było jeszcze gorzej, zaczęły się zawirowania w dosłownie każdym polu mojego życia, pojawiły się pierwsze halucynacje, zarówno te wzrokowe jak i słuchowe. Jeśli nigdy tego nie doświadczyliście, naprawdę za to podziękujcie opatrzności lub czemukolwiek, w co wierzycie. Trafiłam do gabinetu psychiatrycznego, w którym zdiagnozowana byłam ze schizofrenią. Jak się później okazało, diagnoza ta była błędna. Dostałam pierwsze w życiu okropne psychotropy, po których nie mogłam normalnie wstać z łóżka. Wewnętrznie czułam, że to nie to, że to nie może być schizofrenia. Dlaczego? Nagle ogarnął mnie niesamowity przypływ energii, ale nie takiej, jaką masz Ty, gdy wstajesz rano. Ja byłam bogiem, cudownym stwórcą, władcą wszechświata, mogłam wszystko. Ale fajnie ktoś by powiedział. Jak się okazuje, to był początek koszmaru. Wyjechałam, poszłam na kolejne studia, szło mi super, byłam taka kolorowa, mózg przyspieszał, łapałam wszystko w niebywale krótkim czasie. Zapisałam się na kolejne studia równolegle do już zaczętych. Trwało to rok. Byłam agresywna, niczego nie można było mi powiedzieć, nie było mądrzejszego ode mnie. Wydawałam pieniądze jak opętana, poszłam w hazard, wygrywałam, super żywot. A po roku nagle odcięcie. Nie mogłam, nie, że nie chciałam, tylko nie mogłam wstać z łóżka, czułam fizyczne objawy, w postaci "odciętych" nóg, ciężko było mi wziąć oddech, ogarniały mnie takie lęki, że nie potrafiłam wyjść z domu. Spakowałam się, wróciłam do domu i zaczęłam szukać lekarza. No i co? W międzyczasie znów się polepszyło, ponownie przeszłam do etapu przetapiania gówna na złoto, wyjazd do pracy, po jakimś czasie ponownie spadek mocy. Szłam spakowana na autobus do domu rodzinnego i nagle zaczęłam słyszeć cudze myśli. Byłam w tunelu pełnym ludzi, a "głosy" były nie w głowie, a w uszach, tak jak Ty słyszysz drugiego człowieka. Zmusiłam się do przejścia przez tunel, wróciłam do domu. W tamtym czasie, zupełnie nic mnie nie obchodziło. Posiedziałam w domu, leżąc w łóżku cały dniami i snując się jak cień. I znów to samo, idzie "górka", będzie moc. Tyle, że w tej górce pojawiły się ponownie halucynacje. Postanowiliśmy z rodzicami, że poszukamy lekarza, bo nie radziliśmy sobie wszyscy z moją agresją. Tak trafiłam do gabinetu wspaniałego człowieka, który niestety już nie żyje. Weszłam do gabinetu Pana doktora mówiąc: Panie doktorze, co zaczynam, nic nie kończę, raz mnie nosi po ścianach, a innym razem nie mogę wstać z łóżka. Popatrzył na mnie i powiedział: Pani ma CHAD, pojedzie Pani do szpitala. I tu przerwę.
Co to jest ten CHAD?
Jest to nic innego jak występowanie naprzemiennie okresów manii lub hipomanii (łagodniejsza odmiana manii) oraz depresji. Jeśli chcecie, poczytajcie sobie o tym, wpisując w wyszukiwarkę google. Ja przejdę dalej.
Pojechałam do szpitala psychiatrycznego w Węgorzewie i o zgrozo, byłam na oddziale żeńskim. Wypisałam się po tygodniu na żądanie. Wybaczcie, ale przebywanie w zamknięciu z kobietami to nie moja bajka. Wróciłam do domu, polepszyło się, kolejny wyraz, kolejna klapa. Wiecie, nie pamiętam, ile razy tak jeździłam i wracałam. Nie bardzo chcę do tego wracać. Potem się ustabilizowało, bo byłam pod opieką lekarza, poznałam mojego męża no i wyjechaliśmy w nieznane mając 600zł w portfelu. W ten sposób znaleźliśmy się na Dolnym Śląsku. W tamtym czasie też zmarł mój lekarz. Zostałam całkowicie bez opieki medycznej. Odstawiłam leki, chwilę było dobrze, a potem mania i niesamowita agresja, wrzaski, rzucanie przedmiotami, totalne wariactwo. Przemoc słowna z mojej strony nie miała granic, to z jaką siłą rzucałam przekleństwami też nie. Pracowałam, ale wszystko w moim mężu doprowadzało mnie do frustracji. Sama jego obecność wzbudzała agresję o niesamowitym natężeniu. Ciągle był krytykowany. Wytrzymał, został, za co jestem mu niezmiernie wdzięczna, ale czasem myślę, że miłość to straszna choroba, gdy pozwalasz do tego stopnia nagiąć swoje granice. Nie dziwcie się więc kobietom żyjącym w związkach ogarniętych przemocą. Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że lepszy alkoholik, niż chadowiec w stanie manii. W dodatku taki, który pije, a ja chlałam jak stary chłop. Po pewnym czasie wróciłam do lekarza, bo miałam pogorszenie nastroju w drugą stronę. Zamiast dać mi moje "stare" leki, przeprowadzano na mnie testy. W ciągu całej historii mojej choroby wzięłam wszystkie leki, z każdej grupy leków psychotropowych. Chciałam jednak to wszystko zmienić, bo sama po sobie czułam, że jest coś bardzo nie tak. Zaczęłam czytać, szukać informacji. Od tamtej pory, czytam każdą książkę o CHAD, która zostaje opublikowana. Zaczęłam dużo rozumieć i bardzo wiele się zmieniło.
Pracowałam w jednej firmie już wtedy trzy lata, aż dopadła mnie depresja. I tak trafiłam do cudownej Pani doktor, która dała mi moje "stare" leki, w tym potrzebne mi bardzo benzodiazepiny. Od tamtej pory co miesiąc, czasem dwa razy w miesiącu regularnie się spotykamy na tak długo, na jak długo zachodzi potrzeba. Chciałabym wam jednak opowiedzieć coś o depresji.
Ostatni epizod depresyjny trwał rok. Powoli z niego wychodzę i chciałam powiedzieć, co to jest depresja, bo każdy ją sobie wmawia. Dopóki wstajesz, nie zasłaniasz okien, bo razi Cię światło, nie masz ataków paniki i lęków, przez które wzywasz karetkę, nie dostajesz paraliżu kończyn, dopóki myjesz się i regularnie zmieniasz ubrania nie masz depresji. Masz spadek nastroju, co każdemu się zdarza. Przestańcie mówić na gorszy dzień mam depresję. Kiedy ostatnio depresja się uaktywniła, nie wróciłam już do pracy i przez ostatni rok przebywałam na zwolnieniu lekarskim. Uaktywniły się u mnie takie nowości, jak np: kilkukrotne sprawdzanie, czy mam klucze przy wyjściu z domu, telefon, portfel, kartę debetową. Nastała totalna ciemność i koniec świata. Uważałam na siebie, jestem już na tyle świadoma, że wiem już, co się dzieje. Podsumowując depresję: miałam zdarzenia samookaleczeń i trzy próby samobójcze. To jest właśnie depresja. Fajne to, prawda? Tak, mam naprawdę cudowne życie.
Dobrnęłam już dotąd, dobrze mi poszło. Chciałam coś tu napomknąć o ludziach, którzy żyją w niewiedzy i atakują inne osoby. POMYŚLCIE, NAPRAWDĘ POMYŚLCIE, CO DO KOGO MÓWICIE I PISZECIE! Nie każdy się ujawnia i nie każdy powie wam, przez co przechodzi. Ludzie wstydzą się tych chorób, bo są stygmatyzowani, bo mówi się o nich WARIAT, DEBIL, PRZYGŁUP. Zastanówcie się, naprawdę... To samo jeśli widzicie o kimś artykuł w gazecie, wpis na internecie, usłyszycie plotkę, zapytajcie u ŹRÓDŁA, bo łatwo możecie kogoś pozbawić zdrowia, a nawet życia. Ile jest przykładów, że ktoś przez hejt popełnia samobójstwo.
Jednakże najbardziej obrzydliwy człowiek, to ten, który wie, że chorujesz i wytacza przeciw Tobie ciężkie działa. Ile razy się z tym spotkaliście? Wiem, że wielu z was naprawdę wiele razy tak miało. Wiecie jak się czuje człowiek w depresji, który słyszy, jak ktoś, kto wie, że choruje mówi: NADAJESZ SIĘ DO PSYCHIATRYKA. Odetnijcie się od takich, nie na miesiąc, rok, ale na amen. Możecie dać szansę jedną. Ale wiecie, gdy to się powtarza, nie ma przebacz, ktoś igra z waszym życiem. I jest to socjopata. Socjopatii się nie leczy.
Często mówię o tym, że raz mogę, ale więcej nie wybaczam. Ilu ludzi wybacza setki razy. Jeśli robisz to samo, nie oczekuj, że rezultat się zmieni. Nigdy Twoje granice nie będą poszanowane. Dlatego ja dziękuję takim ludziom, naprawdę, nie dziwcie mi się, że nie żyję ze wszystkimi w zgodzie.
Druga sprawa jest też taka, ktoś krzywdzi osobę, na której Ci zależy, ale w taki okropny sposób, któryś już raz z kolei, drenuje ją ze wszystkiego, a Ty mówisz: ja to gadam ze wszystkimi, bo zgoda jest najważniejsza, bo ja to nie chcę się kłócić. Życie to selekcja. Nie można ze wszystkimi jednakowo, trzeba wybierać. Nie możesz być jednocześnie satanistą i katolikiem, Przemyślcie z kim siadacie do stołu. Zastanówcie się nad tym.
Skończę dziś na tym, zostawiam was z przemyśleniami i dziękuję tym, którzy nigdy nie uważali mnie za wariata. Chciałam też pozdrowić serdecznie przyjaciółkę, z którą ostatnimi czasami spędzamy nocne godziny na pisaniu (jest wstydliwa, więc nie podaję personaliów), która często towarzyszyła mi w tych gorszych momentach życia. Nigdy źle o mnie nie pomyślałaś, dziękuję.
Pozdrawiam również wszystkich chorych mierzących się z chorobami psychicznymi. Trzymam za was kciuki. Napisałam to i ujawniłam się dla was, nie jesteście sami. Nie macie się czego wstydzić, bo jesteście wspaniali. Poradzicie sobie. Dacie radę. Mocno wierzę💋
Komentarze
Prześlij komentarz